Główna » Polecamy

Rowerem nad fiordy – czyli w 41 dni dookoła Skandynawii

26 listopada 2013 Brak komentarzy

Ponad 6000 km. 41 Dni w trasie. 7 krajów obcych. Niezliczone przygody i mnóstwo pozytywnych emocji.

To niezwykłe osiągnięcie Agaty Ladzińskiej, która 2 lipca br. ruszyła rowerem z Polski (dokładnie z Ełku na Mazurach), by przez 41 dni odwiedzić Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Norwegię, Szwecję oraz Danię.

Agata pokonywała średnio ponad 140 km dziennie. A tak, w skrócie, wyglądała trasa:


1) Kraje nadbałtyckie:

7 dni (2-9.07.2013) – 875 km, średnio dziennie 125 km,
Pogoda: piękna, wręcz upalna, straty: tylko kabelek od licznika, flaga Polski

2) Finlandia:
1730 km w 11 dni (9-20.07.2013) przez Finlandię czyli średnio 157,3 km dziennie. Dystans minimalny to 143 km (nie licząc dnia po Helsinkach, tylko w trasie) a maksymalnie 177km;
Pogoda: super (tylko 1 dzień porządnie padało).

3) Norwegia:
21 dni (20.07-09.08.2013) i 2760 km.
Jeden dzień przerwy w Oslo i wtedy 0 km na rowerze, ale minimalna ilość przejechanych km to 114. Maksymalna 192km. średnio 138 dziennie.
Pogoda dobra, chociaż trochę padało.

4) Szwecja+Dania:
Trasa przez Szwecję zajmuje 3 dni – 397 km na rowerze (średnio 132 km dziennie) i ok. 100 km samochodem.
Tym razem pogoda nie dopisała i była bardzo zmienna: ciężkie krople zimnego deszczu, a potem upalne słońce i zamiana co 15 minut. No i najwięcej strat: 2 dętki i sandały (co jest i tak rewelacyjnie jak na tak długą wyprawę).

Trasa przez Danię to ostatnie  40 km  całej wyprawy – z promu do Kopenhagi.

Całość 02.07 – 12.08.2013
Pokonany dystans: 5836 km rowerem i ok 200 km samochodami

Zajęło mi to 41 dni (miesiąc i 10 dni :) i wyprawa przeszła moje najśmielsze oczekiwania, co do przygód, spotkanych ludzi i niezapomnianych widoków. Nie miałam ani jednej przykrej czy niebezpiecznej sytuacji i żadnych poważnych awarii ani kontuzji.
Jeśli chodzi o przygody, to opiszę jedną, a po więcej odsyłam do mojego bloga (który był pisany w trakcie wyprawy, później nie poprawiany) http://skandynawia2013.blog.pl/.
Miałam ze sobą namiot, ale spałam w nim tylko 7 razy, kilka noclegów miałam już wcześniej ustalonych u znajomych, albo znajomych znajomych ;) albo przez portal warmshowers.org. Pozostałe natomiast leżały w kwestii przypadku: po prostu pod wieczór pukałam do drzwi domostwa i pytałam czy mogę nocować pod dachem. Mniej więcej od połowy Finlandii w namiocie było coraz zimniej i coraz bardziej brakowało towarzystwa. Co prawda pukając oczekiwałam możliwości spania w budynku gospodarczym czy garażu, a często dostawałam łóżko, kolację, śniadanie. Kilka razy oferowano mi nawet pieniądze. Jeden z noclegów bardzo dobrze wspominam.
Koło 18 wjeżdżam na czyjeś podwórko i pytam gospodarza czy mogę zostać na noc. Po krótkiej konsultacji z żoną, zgadza się i prowadzi mnie do altanki, gdzie siedział z żoną i 2 gości. Zaraz przedstawia mnie, usadza za stołem i częstuję przepysznym posiłkiem (bo właśnie grillowali). Jestem dość zmęczona i raczej chodziło mi o to, żeby szybko pójść spać, a nie uczestniczyć w rodzinnej imprezce jako niechciany gość. Ale zaraz dowiaduję się od młodszego pana całej historii i bardzo dobrze nam się rozmawia. Otóż, okazuje się, że panowie są braćmi, którzy nie widzieli się od 4 lat. I właśnie świętują swoje spotkanie. A sporo się tak bardzo cieszą, to chcą się tą swoją radością podzielić za mną. Tej nocy spałam w łóżku, miałam cały pokój (i łazienkę) dla siebie. Ostrzegłam już wcześniej, że wyjeżdżam skoro świt (o 4 rano), więc postaram się wyjść rano cicho, nie budząc nikogo.
Jakie było moje zaskoczenie, gdy wstałam i słyszałam głosy ;) Okazało się, że panowie całą noc świętowali. Obaj bardzo radośni i pożegnali mnie bardzo ciepło, a młodszy z panów nalegał bym wzięła od niego pieniądze (dokładniej 100 NOK ok.50zł) “na kawę w Kopenhadze”. Dość długo się broniłam, chcąc zostawić sobie resztki godności. Jednak ostatecznie pan zagroził, że jeśli nie wezmę pieniędzy on weźmie mój rower ;) Nie ma to jak dosadne argumenty.
Praktycznie każdy nocleg wiąże się z jakąś opowieścią, z historią spotkanych ludzi i życzliwością z jaką się spotkałam.
Bardzo cieszę się, że pojechałam na taką wyprawę i nie żałuje ani kilometra :)!

Pełna relacja: http://skandynawia2013.blog.pl/

Zapraszamy do obejrzenia relacji z innych wypraw rowerowych Agaty:

A Agacie gratulujemy zapału! Bardzo cieszymy się, że mogliśmy choć trochę pomóc w realizacji tak niezwykłej podróży.

Wydrukuj, wyślij linka lub wykop:
  • email
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zostaw odpowiedź!